Imieniny:   
Z E S P Ó Ł    S Z K Ó Ł   -   G I M N A Z J U M   W   L I P N I C Y
napisz foto K a s z u b i   w e  F r y z j i  -  2001 Strona główna Wstecz
poczta  foto
z pryszczycą? Minął prawie rok od pobytu delegacji fryzyjskich szkół w Polsce i zbliżał się termin przygotowywanej rewizyty. Plan zaproszenia przewidywał pobyt w dniach 20-25 kwietnia 2001 r. Na tydzień przed wyjazdem otrzymujemy informację od strony fryzyjskiej o tragedii narodowej, jaka ogarnęła tereny wiejskie - choroba pryszczycy wśród zwierząt nakazała przedsięwziąć szczególne środki ostrożności, szkoły zostały zamknięte, ludności zakazano się przemieszczać itd. Wizyta w tym terminie zostaje odwołana. Rok, który minął, zapewne nie był stracony. Wykonaliśmy dzięki zaangażowaniu Jacka Wójcika stronę internetową (www.gokazimierz.republika.pl) o wcześniejszym pobycie delegacji fryzyjskiej. Wymieniliśmy między sobą po kilka listów pocztą elektroniczną. Niedosyt na pewno pozostanie. Nie zostały nawiązane najważniejsze kontakty - pomiędzy dziećmi szkół z Warns i Lipnicy. 11 września
Kolejne zaproszenie na rewizytę zapowiada program pobytu delegacji polskiej we Fryzji w dniach 14-19 września 2001 r. Wystarczy tylko się zapakować, dopilnować formalności ubezpieczeniowych. Wszystko przecież już zostało przygotowane wcześniej na wiosnę. Ostatnie spotkanie naszej grupy odbywa się w Sierakowicach u Renaty Mistarz (współautorki projektu). Na spotkanie Renata się spóźnia dwie godziny. Uczestniczyła w ważnym spotkaniu w gminie Chmielno. Rodzice walczą tam o utworzenie kaszubskiego gimnazjum w Borzestowie. Renata przyjeżdża z niedobrymi wiadomościami. Nie doszło do kompromisu. My swoje sprawy chyba mamy dopięte na ostatni guzik. Kolejne dni przynoszą niespodziewane decyzje. Renata z nami nie jedzie. Powodem, jaki podaje, są trudności w pracy, a trzeba dodać, że prowadzi wielką szkołę w Sierakowicach, mieszkając w Kartuzach. Trudno. Będzie nas 12 (jak apostołów). Ważna misja. Zaplanowany pobyt przewiduje ważne spotkania i jest napięty czasowo. 13 września przed północą autobus będzie po drodze od Kartuz, Borzestowa zabierał naszych przedstawicieli delegacji szkolnych. Data wyjazdu jakby pechowa "13". I stało się. 11 września nastąpił atak terrorystyczny na Stany Zjednoczone. Giną tysiące ludzi. Tragedia tym razem światowa. XXI wiek zaczął się nieobliczalnymi wydarzeniami. Wydaje się, że taki mamy obecnie świat. Świat wielkich różnic, nietolerancji, przemocy, terroru... Czyżby nasz termin wyjazdu znowu nie był zagrożony odwołaniem? Później się dowiedzieliśmy, że taka ewentualność była brana pod uwagę. Nastąpiła najwyższa pora wzmocnienia kontaktów kaszubsko-fryzyjskich. To one mają doprowadzić do poznania innych kultur, religii, wyuczenia młodych, szeroko pojętej tolerancji i zmniejszenia świata, zachowując to, co bliskie i osobliwe w "małych ojczyznach". Musimy nauczyć się żyć z globalizmem, jednak nie poddając się jemu. wyjazd
Oczekiwany wyjazd następuje. Po północy z 13/14 września 2001 r. Do Lipnicy zajeżdża zamówiony wcześniej mini autobus. Oczekiwaliśmy z Rafałem Maliszewskim, moim współtowarzyszem wyjazdu, zarazem tłumaczem, obecnie nauczycielem języka niemieckiego w szkole w Lipnicy (angielskiego mógłby także z powodzeniem uczyć), na przyjazd autobusu przed budynkiem Urzędu Gminy. Jakby prowokując dalsze wydarzenia i ewentualne nawiązanie współpracy pomiędzy gminami fryzyjsko-kaszubskimi. Razem z nami oczekiwali delegaci kramarzyńskiej szkoły: Jacek Wójcik i Grzegorz Starzyński. W autobusie natomiast byli już: Halina Bobrowska i Halina Kaczykowska z Głodnicy, Zofia Jaskot i Katarzyna Socha z Szemuda, Elżbieta Ścibior i Agnieszka Deling z Jastrzębiej Góry, Krystyna Szlachetka i Joanna Lewandowska z Borzestowa. Długa droga przed nami, ponad 1200 kilometrów. Minęła jednak szczęśliwie i bez żadnych specjalnych wydarzeń. Po drodze przeróżne krajobrazy. Z wolna integrujemy się w grupie, panuje świetna atmosfera i tak jest do końca wspólnego pobytu. piękne tulipany
Granicę niemiecko-holenderską, już od dawna bez urzędów celnych, minęliśmy w południe. Zaczynają się krajobrazy typowo holenderskie. Równina jak okiem sięgnąć i niezliczone ilości kanałów. Brak ziemi pozostawionej ugorem, której tak wiele u nas nieobrabianej. Na polach głównie bydło i konie. Widać, że gospodarstwa holenderskie to wielohektarowe areały ziemi. Pojawiają się pierwsze oznaki, że zbliżamy się do celu podróży. Są to fryzyjskie flagi powiewające to tu, to tam. Parę minut po godzinie 15:00 dojechaliśmy do campingu agroturystycznego "Weidumerhout" w miejscowości Weidum. Dzięki przysłanej wcześniej nam bardzo szczegółowej mapie trafiliśmy bez żadnych wątpliwości na miejsce. Nie trzeba było długo czekać i przyjechał nas powitać Jelle Bangma. Po rozpakowaniu się i krótkim odpoczynku po podróży Jelle zabrał nas na zamówiony posiłek do miejscowości, w której zamieszkuje. Obiad oczywiście był pyszny. Dom noclegowy, przerobiony z dawnego rolniczego gospodarstwa na camping, przypadł wszystkim do gustu. Wygoda, wszystko na miejscu łącznie z kuchnią, stołówką, salą na posiedzenia, kątem do pogawędek itp. Pomimo zmęczenia podróżą grupa jednak korzysta z gościnności Jacka i Grzegorza, aby sobie potrenować wspólny śpiew i przygotować na jutrzejsze rozmowy. wiatrak
W sobotę - 15.09., zaraz po śniadaniu, przyjeżdżają do nas nasi już dobrzy znajomi - delegaci fryzyjskich szkół. Powitanie było bardzo serdeczne. Widać, że po pobycie w Polsce nawiązały się przyjacielskie stosunki między przedstawicielami zaprzyjaźnionych szkół. Wśród gospodarzy jest oczywiście nasza przesympatyczna Marleen. Czas do południa został poświęcony ważnej rzeczy. Ustaliliśmy plan działań na cały rok, w którym przedstawiliśmy, jak ma wyglądać współpraca między szkołami w Warns i Lipnicy. Pozostali wiedli takie same rozmowy. Wspólnie z Marleen i Rafałem ustaliliśmy, że w tym roku będzie co miesiąc docierał do szkół list e-mail od wybranej grupy uczniów, nauczyciele także nie zapomną o kontaktach między sobą. Postaramy się także rozbudować stronę internetową o współpracy między szkołami. Na więcej na początku się nie decydujemy. Zadania mogłyby być niewykonalne. W przyszłości mamy nadzieję, że nastąpi wymiana grup uczniów ze szkół. W południe program przewidywał zwiedzenie rozgłośni radiowo-telewizyjnej Fryzji w Leeuwarden. Obejrzeliśmy ciekawy film edukacyjny, zwiedziliśmy studia radiowe i telewizyjne (przy okazji większość zrobiła sobie zdjęcia za stołem prezentera telewizyjnego). Gospodarz obiektu Rein Tolsma odpowiedział na wszystkie zadane pytania i zaprosił nas na lunch w stołówce rozgłośni. Refleksja po pobycie w RTV Fryslân nasunęła się od razu. My nie mamy u siebie żadnej kaszubskiej rozgłośni. Krótkie programy radiowe czy telewizyjne nie mogą konkurować z tym, co zobaczyliśmy w Leeuwarden. Ciekawe czy na Kaszubach byliby chętni do prowadzenia takich przedsięwzięć i czy byliby odbiorcy tego. Długa droga przed nami. Fryzyjskie radio i telewizja bardzo wspomaga szkoły w nauczaniu, bo większość programów, jak się dowiedzieliśmy, to programy edukacyjne. Na koniec wizyty jeszcze każdy otrzymał firmowe upominki. Dziękujemy. W godzinach popołudniowych Jelle zafundował nam spacer po Leeuwarden. Miasteczko śliczne. Stylowe domki, czystość, wspomniane kanały wodne, mostki, stare budowle skomponowane z nowymi... wszystko aż dech zapiera. Oprócz doznań architektoniczno-duchowych podczas naszego pobytu we Fryzji, mieliśmy sporo doznań dla ciała. Gospodarze raczyli nas daniami różnych kuchni świata. Tego wieczoru dania były, m.in. kuchni indonezyjskiej, bardzo smakowite. Wieczorem byliśmy gośćmi szkoły w Boksum. Jelle opowiadał o nowym projekcie szkół fryzyjskich trójjęzycznych. Zaprezentował także materiały pomocnicze do nauczania języka fryzyjskiego. Była tego taka duża ilość, że nasz elementarz i dopiero co wydane dwa podręczniki do nauczania języka kaszubskiego wskazują, w którym miejscu dopiero jesteśmy w naszych szkołach. Nauczycielka tamtejszej szkoły Baukje przygotowała jeszcze na ten wieczór ciekawe zabawy, z których, na co dzień korzystają dzieci. Okazało się, że my bawiliśmy się świetnie. Emocje przeżywaliśmy ogromne. Co prawda nikt, na koniec nie dostał wielkiego orderu za I miejsce, ale taki order należał się organizatorom tego wieczoru. kościółek
Następny dzień, tj. niedziela 16.09. rozpoczęła się uczestnictwem w zabytkowym kościele w St. Nyk we mszy św. Byliśmy z jednej strony dumni z racji pokazania się w naszych strojach kaszubskich, z drugiej strony z wybrania przez gospodarzy takiej okazałej świątyni, w której ubogacał oprawę chór kościelny. To był koncert, a nie zwykła niedzielna msza św. Pięknie brzmiało, gdy holenderski ksiądz witał naszą grupę na mszy św., a zaraz potem usłyszeliśmy słowa powitania w naszym języku narodowym, wypowiedziane przez Holenderkę polskiego pochodzenia. Po mszy św. odbyło się spotkanie w domu parafialnym przy kawie (podczas całego pobytu we Fryzji gospodarze nam zaserwowali mnóstwo litrów kawy). Następnie obejrzeliśmy podczas spaceru miejscowość. Podobnie jak w Leeuwarden urokliwie wyglądały domki mieszkalne, zadbane uliczki, ogródki przydomowe. Nasze budownictwo w porównaniu z holenderskim wydaje się zbyt masywne. Podczas spaceru mieliśmy okazję doznać typowej holenderskiej pogody. Chwilami padał deszcz, za moment świeciło słońce, by znów ni stąd ni zowąd pojawiły się chmury i deszcz. Ciągła przeplatanka. Później lunch w miejscowej szkole "De Paadwizer". Szkoła jak inne typowa, ale nietypowa dla nas z Polski. Oprócz "nadmiaru" wyposażenia całkowicie jest inna konstrukcja szkół fryzyjskich. Pomieszczenia są dostępne dla wszystkich równo i dla ucznia i dla nauczyciela. Na holu znajduje się wszystko pod ręką: i ksero, i książki z podręcznikami, i pomoce wszelakie, i... Nie ma tam obawy, że uczniowie coś zniszczą, albo wyniosą ze szkoły. Wszystko jest takie jakieś przyjazne. W każdej klasie znajdują się różne miejsca pracy. Wystarczy zmienić punkt pobytu w izbie i już jest inny temat zajęć lub całkiem czegoś innego uczniowie się uczą. Pomijam tu już refleksje na temat poczęstunku. Przejedzenie także długo zostaje w pamięci, zgodnie z powiedzeniem "przez żołądek do serca". Dzień bogaty, bo po południu przejazd do wioski Eksmoarre i zwiedzanie "skansenu". Tutaj mogliśmy zakupić typowe produkty fryzyjskie. Może nie zaskoczyły nas eksponaty i budowle sprzed wieków, mamy u nas na Kaszubach też się czym pochwalić, ale warto było na chwilę zadumać się, jak ludzie wcześniej żyli. Humoru jak zwykle także nikomu nie brakowało. kominek
Na tym zakończył się nasz wspólny program i każda dwuosobowa delegacja udała się do swoich gospodarzy. My z Rafałem pojechaliśmy z Marleen do Warns. Pobyt u Marleen zaczął się od jedzenia. Dobrze, że czekała nas jeszcze długa droga powrotna na Kaszuby i można było trochę zgubić nadmiaru wagi. Marleen zaserwowała nam wspólny posiłek z Halinkami i Epem. Było to, jak twierdziła, typowe fryzyjskie danie dla ludzi ciężko pracujących na roli (powinniśmy faktycznie po jedzeniu iść pracować, a nie tylko urządzić miły spacer po miejscowości), zresztą bardzo smaczne. Wieczorem rozpoczęliśmy już przygotowania do następnego dnia - pobytu w szkole. Obejrzeliśmy wspólnie z mężem Marleen przywiezioną ze sobą z Polski kasetę o Kaszubach. Wyjaśniliśmy treść filmu i oczywiście Rafał opatrzył bogatym anglojęzycznym komentarzem to, co obejrzeliśmy. Atmosfera pobytu w domu gospodarzy była bardzo rodzinna. Siedzieliśmy przy płomieniach ognia z kominka, wśród palących się świec w różnych miejscach domu. Pokój na nasz pobyt udostępnił najstarszy syn Marleen o imieniu Axel. Axel ma jeszcze młodszą siostrę i dwóch braci bliźniaków. Dzieci Marleen okazały się być bardzo towarzyskie, pomimo że nas dopiero co poznały. Nadzwyczaj były grzeczne i solidnie wychowane. Marleen mówiła, niby poważnie, że dzieci to tylko przy nas tak się zachowywały. Nie wierzę w takie opinie po dwudniowym pobycie u nich w domu. uczeń
Poniedziałek 17.09. był chyba najtrudniejszym dniem wizyty. Musieliśmy się dobrze zaprezentować w szkole partnerskiej "De Skoalfinne" w Warns. Wystąpiłem przed każdą grupą dzieci w stroju kaszubskim. Nie ma we Fryzji takiego podziału na klasy jak w systemie polskim, lecz grupy dzieci obejmujące niekiedy trzy roczniki. Zaczęliśmy od najmłodszych. I tutaj zdziwienie. Do szkoły chodzą już od czwartego roku życia. Zaśpiewaliśmy im hymn kaszubski, przeliczyliśmy guziki na surducie w językach kaszubskim i fryzyjskim. Najdłuższą pogadankę odbyliśmy z najstarszą grupą, która będzie utrzymywała kontakt z naszymi uczniami. Opowiedzieliśmy o naszych symbolach: gryfie i fladze, stroju kaszubskim, siedmiobarwnym hafcie i położeniu geograficznym naszej gminy. Każdy obejrzał prawdziwy róg tabaczy, a dyrektor szkoły wspólnie z nami zażył z niego tabaki. Śpiewaliśmy przy dźwiękach akordeonu kaszubskie nuty i ulubioną piosenkę Marleen "Hej lej, lej", czyli "Od błotka do błotka". Czas bardzo szybko mijał, a dzieci chętnie włączały się do naszej pogawędki. Całość dyrektor uwiecznił na kasecie video. Nie obyło się bez symbolicznych upominków dla dzieci i szkoły, które przywieźliśmy z Kaszub. szkoła
Dzieci w szkole w Warns zaczynają zajęcia (nie lekcje) o 8:30. W godzinach od 12:00-13:15 mają przerwę na lunch. My oczywiście z tej przerwy skorzystaliśmy i mogliśmy wziąć przykład, jak w parę minut można przygotować w szkole świetny posiłek. Rodzice punktualnie o 12:00 przyszli po swoje pociechy, by je zabrać do domu. Druga tura zajęć trwa do 15:30. Widać we Fryzji dobrą współpracę szkoły z rodzicami. W szkole, w każdej sali jest mnóstwo wytworów pracy dzieci. Dla nas ciekawostką był fakt, że nie ma we Fryzji czegoś takiego jak dowożenie uczniów i szkolny autobus. Nasze szkoły, głównie wiejskie, mają z tym największe problemy. Szkoły podstawowe, takie jak w Warns, liczą zaledwie kilkadziesiąt dzieci. Wiadomo, że w takiej szkole jest większy spokój, mniej problemów i łatwiejsza praca. W naszym systemie, gminy od razu by zbankrutowały przy tak mało liczebnych szkołach. Niestety, nasz kraj jest o wiele uboższy. Dało się to często zauważyć. miła wyprawa
Po wizycie w szkole mieliśmy pół dnia turystycznego. Rozpoczęliśmy od przejażdżki rowerowej po okolicy. Po drodze wstąpiliśmy do kościoła protestanckiego. Znalazłem się w takim kościele pierwszy raz i było to dobre doświadczenie. Ep zaproponował mi, abym zagrał na organach. Skorzystałem z propozycji i poczułem się jak u siebie w domu. W Warns są trzy kościoły protestanckie i kaplica katolicka. Niestety, praktykowanie ludzi jest całkowicie odmienne od stylu polskiego, tym bardziej kaszubskiego. Systematycznie uczęszcza na nabożeństwa około 5% mieszkańców. Dalsza wycieczka prowadziła do farmy krów. Tam zobaczyliśmy na własne oczy najnowocześniejsze urządzenie do dojenia krów. Wszystkim zawiaduje komputer i człowiek na dobrą sprawę przez 24 godziny nie musiałby wcale zachodzić do obory. Farmę prowadzi dwóch braci. Opowiedzieli nam wiele ciekawostek z prowadzenia takiego gospodarstwa. Jesteśmy mądrzejsi o nowe doświadczenia. Kto tego nie zobaczy, nie da sobie wytłumaczyć działania takich nowych urządzeń. Holenderska pogoda nie pozwoliła nam dokończyć rowerowej przejażdżki. Wróciliśmy pędem do domu, po drodze solidnie moknąc w lejącym deszczu. Za chwilę przebrani w suchą odzież kontynuowaliśmy podróż samochodem. Pojechaliśmy nad Morze Północne. Mieliśmy możliwość ujrzenia najmniejszego bodaj na świecie portu w Lachsum. W samochodzie Marleen z Epem opowiadali przez całą drogę ciekawostki z historii, i nie tylko, fryzyjskiej, pokazując nam piękny fryzyjski krajobraz, jakże odmienny od naszego. W tym dniu na obiad skonsumowaliśmy danie przygotowane przez córkę Epa. Wyśmienita kuchnia. Nic dodać, nic ująć. Wieczór spędziliśmy wspólnie przy kominku i śpiewach przeplatanych opowiadaniami w domu Marleen. Przyjechały do nas obie Haliny z Epem i Krystyna z Joanną i Willy. Późną już porą odwiedziliśmy miasteczko portowe Hindeloppen, w którym to jest w użyciu swoisty język. Posługuje się tym językiem zaledwie kilkaset ludzi z tego miasteczka. Dzień, jak każdy, był znowu bardzo ciekawy i udany. wyprawa statkiem
Wtorkowe spotkanie 17.09. w Urzędzie Prowincji Fryzji zostało zaplanowane na godzinę 12:15. Mieliśmy zatem jeszcze czas z rana na przejażdżkę turystyczną. Najciekawszą bodaj sprawą była zapora na kanale wyrównująca poziom wody między akwenem morskim a lądowym. Trafiliśmy w dobrym czasie, kiedy przepompowywano wodę w celu wpłynięcia statku. Poziom wody podniósł się o 9 metrów. Cóż, wiemy to od dawna, że Holendrzy są mistrzami melioracji i innych urządzeń wodnych. Przez lata nauczyli się współżyć i podporządkować sobie morze. Kończył się pobyt u gospodarzy. Szkoda, że taki krótki, ale wszystko co dobre szybko się kończy. Przekonaliśmy się przez te dwa dni, że Marleen i Ep są bardzo kontaktowymi, towarzyskimi i niezwykle miłymi ludźmi. Ile było humoru i uśmiechu podczas tego pobytu, trudno by było zmierzyć. Do Urzędu Prowincji zajechaliśmy punktualnie. Elżbieta, Agnieszka i ja mieliśmy zaprezentować się podczas wystąpienia oficjalnego w strojach kaszubskich. Zanim zaczęło się oficjalne spotkanie, zostaliśmy zaproszeni na lunch. Bogato zastawione stoły nie pozwalały myśleć, jakie czekało nas za moment ważne wydarzenie. W jednej z sal Urzędu zaplanowano spotkanie z deputowanym Prowincji p. Siem Jansenem. Obecna była również telewizja fryzyjska. Po krótkim przemówieniu deputowanego głos zabrał Jelle. Na koniec wystąpienia zaproponował "gest pokoju i dobrej współpracy", czyli zażycie tabaki. Po tym nastąpiło podpisywanie umów pomiędzy szkołami. Była to jedna z bardziej uroczystych chwil naszego pobytu. Niejedna osoba na pewno czuła się w tym momencie jak podczas światowych ważnych wydarzeń. Taki zresztą wymiar to spotkanie miało. Podczas tej oficjalnej uroczystości odbyło się jeszcze przyjęcie w poczet członków Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego partnera naszych sąsiadów z Kramarzyn Willego Riemersma. Po oficjalnej części zwiedziliśmy Urząd Prowincji i wysłuchaliśmy ciekawego wystąpienia dr Alexa Riemersma, który piastuje funkcję sekretarza Rady Języka Fryzyjskiego. Z Urzędu Prowincji udaliśmy się do Domu Fryzyjskiego (centrum języka, sztuki i kultury fryzyjskiej) na krótkie poznanie jego działalności. Szybko zbliżał się już teraz termin wieczoru pożegnalnego. Odbył się on w miejscowości Flinkeboskje. Na wieczorne zabawy przybyli wszyscy nasi fryzyjscy przyjaciele ze współmałżonkami. Na wzmocnienie tym razem przygotowano specjały kuchni chińskiej. Do tańca przygrywał zespół specjalnie na ten wieczór sprowadzony "Cajun Beano". Pozostały nam nie tylko wspomnienia i muzyka w uszach, bowiem każdy otrzymał na pamiątkę płytę zespołu. Wieczorem były też i nasze wspólne śpiewy fryzyjsko-kaszubskie. Trwały do późnych godzin rannych. Trudno było się nam pożegnać, po tak miłym i udanym pobycie. Pozostał smutek i westchnienie, że pobyt dobiega końca. koniec
W środę 19.09. wyjeżdżamy w drogę powrotną zmieniając trasę wiodącą przez stolicę Holandii - Amsterdam. Pogoda nas nie rozpieszcza, cały czas bowiem leje deszcz. Jedziemy dalej w kierunku Polski i ukochanych kaszubskich stron rodzinnych. Całą drogę snujemy refleksje i opowiadania o przebytym we Fryzji tygodniu. Oby współpraca nasza była owocna i przyniosła oczekiwane skutki, zwłaszcza te dotyczące naszych wychowanków. Jeszcze raz krótko dziękujemy przyjaciołom z Fryzji za takie nad wyraz serdeczne przyjęcie i bogaty program wizyty. Do ujrzenia i usłyszenia podczas dalszej pracy.

Andrzej Lemańczyk
Lipnica

L i n k i :   SP w LipnicyBorowy MłynBrzeźno Szl.ZSO BytówZSER BytówZSP Bytówkuratoriummenwiemgimnazjumprofesorparafia BorzyszkowyGmina LipnicaBIP Lipnica
strona główna  Wstecz  Do góry
Admin:  zslipnica@poczta.onet.pl